Co się dzieje, gdy naprawdę śledzisz, gdzie idzie twój czas
Byłeś zajęty cały dzień. Wiesz, że byłeś. Ale potem ktoś pyta, co tak naprawdę zrobiłeś, i masz pustkę w głowie. Nie chodzi o to, że się obijałeś, cały czas coś robiłeś. Po prostu nie potrafisz wskazać, gdzie to wszystko poszło.
Okazuje się, że to nie jest twój problem. Badanie opublikowane w PLOS One zmierzyło, ile czasu ludzie faktycznie spędzali na zadaniach w porównaniu z tym, ile myśleli że spędzili. Przeszacowywali w 78% przypadków, z medianą 45%. I większość z nich była przekonana, że świetnie sobie z tym radzi.
Zbudowałem aplikację do śledzenia czasu o nazwie Takt, żeby wypełnić lukę między przeczuciem a faktami. Ironiczne jest to, że nie mam pojęcia, ile czasu zajęło jej zbudowanie. Kiedy skończyłem pierwszą wersję i zacząłem śledzić, zacząłem naprawdę rozumieć, gdzie idzie mój czas.
„To naprawdę zajęło 5 godzin?”
Kiedy pokazałem Takt komuś z mojej rodziny, pierwsza reakcja była, że wygląda banalnie prosto. Potem od razu padło: „o, czyli w końcu bym wiedział, czy ten krótki raport naprawdę zajął te 5 godzin, które myślę, czy naciągam liczby.” Ile rzeczy naprawdę zajmują, dokładniej, o to właśnie chodzi w tym narzędziu.
I to działa w obie strony. Coś, czego się boisz, bo „to trwa wieczność”, to może być 40 minut faktycznej pracy otoczonej kupą unikania. Albo zadanie, które wydawało się szybkie, po cichu zjada ci popołudnia, bo nigdy nie zmierzyłeś, ile czasu zajmuje cała ta wymiana maili wokół niego.
To ma znaczenie, jeśli rozliczasz się za czas, bo niejasne szacunki dryfują. Ale jest równie przydatne, jeśli nikomu nie wystawiasz faktur. Wiedza, że twoja poranna rutyna zajmuje tak naprawdę półtorej godziny zamiast zaplanowanych 45 minut - to jest ten rodzaj informacji, który sprawia, że przestajesz zaczynać każdy dzień z opóźnieniem.
Już to wiedziałeś. Teraz nie możesz tego odzobaczyć.
Pożeracze czasu, które znalazłem, były dokładnie tymi, które podejrzewałem.
Większość ludzi wie, gdzie ich czas ucieka. Wiesz, że zbyt często wyrywają cię z zadań. Wiesz, że to spotkanie się przeciąga co tydzień.
To, co śledzenie czasu robi, to przypisuje temu liczbę. A liczba zamienia mglistą intuicję w coś konkretnego. Czasem potwierdza to, co podejrzewałeś. Czasem to miła niespodzianka, jak odkrycie, że robisz więcej niż myślałeś, nawet w dni, które wydawały się ciągnąć.
Spróbuj
Śledź, co robisz, przez tydzień. Po prostu zapisuj, co robisz w momencie, gdy to robisz, nie z pamięci pod koniec dnia.
Użyj czegokolwiek, co ci pasuje. Długopis i kartka, arkusz kalkulacyjny, aplikacja. Zbudowałem Takt, bo chciałem coś, na co mogę zerknąć na ekranie blokady bez zastanawiania się, ale narzędzie ma znacznie mniejsze znaczenie niż szczerość.
Tydzień wystarczy. Wzorce zobaczysz od razu.